<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	
	>
<channel>
	<title>Komentarze do: Oqrwieństwo</title>
	<atom:link href="http://www.oqrwieniec.pl/?feed=rss2&#038;page_id=2" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.oqrwieniec.pl</link>
	<description>Strona Oqrwieńca!</description>
	<lastBuildDate>Wed, 18 Mar 2026 09:44:34 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=4.1.41</generator>
	<item>
		<title>Autor: Sylwek z Nowej Huty</title>
		<link>http://www.oqrwieniec.pl/?page_id=2#comment-11846</link>
		<dc:creator><![CDATA[Sylwek z Nowej Huty]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 23 Nov 2012 13:13:29 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.oqrwieniec.pl/?page_id=2#comment-11846</guid>
		<description><![CDATA[Tak Nam dopomóż Bóg :-)]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Tak Nam dopomóż Bóg <img src="http://www.oqrwieniec.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif" alt=":-)" class="wp-smiley" /></p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: E.z Czakowa</title>
		<link>http://www.oqrwieniec.pl/?page_id=2#comment-5242</link>
		<dc:creator><![CDATA[E.z Czakowa]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 02 Jun 2012 19:18:23 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.oqrwieniec.pl/?page_id=2#comment-5242</guid>
		<description><![CDATA[Oby do przytulnej a goscinnej chalupy...]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Oby do przytulnej a goscinnej chalupy&#8230;</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Maćko</title>
		<link>http://www.oqrwieniec.pl/?page_id=2#comment-4227</link>
		<dc:creator><![CDATA[Maćko]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 31 Mar 2012 09:28:00 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.oqrwieniec.pl/?page_id=2#comment-4227</guid>
		<description><![CDATA[&quot;Bracia! Wstańcie jeno!&quot; - nieznośny dźwięk nieuchronnie nadchodzącego wyrzutu sumienia odezwał się w  głowie swobodnie leżącego pod białą niwą, zakopaną na niwie zielonej, osobnika płci nieustalonej...
- Ożesz... tego głosa to ja znam, przemknęło mu przez skołataną trzecim przedmuchiwaniem gaźnika (w tym dniu) głowę.
- Ożesz... zatkało aparat śpiewu księdzu spieszącemu po szosie-kolędzie, nieopodal (czyli tuż, albo tyż ciut dalej) ... Ja ten głos znam... taaaak... i wróciły obrazy cudnej i cuda czyniącej siostry Cecylii od aniołów. Aniołów ciepła i zapomnienia... I ten kaszlący głos dławiącego się cienkim paliwkiem silnika przywodził na myśl szelest habitu lekko zsuwającego się na podłogę...
W innym czasie i innym miejscu.

Tak. Zdecydowanie ten czas i to miejsce są inne, ale jakby takie same...

Rżnął kropidło do rowu, śmiałym ruchem podszedł do kudłatego łba ginącego w czeluści otwartej paszczy białego Lewiatana i namacawszy kilkanaście zebranych dzisiaj kopert wyjął je swobodnym ruchem i rzekł głosem nieznoszącym sprzeciwu:
- Na! Coby te małe oqrwieńce, co z zimna skryły się w rurze wydechowej, uniemożliwiwszy dalszą podróż, można było wywabić zapachem gorącego żuru i zimnego piwa... Na!

(...)

Minut, czy też godzin kilkoro później.
- Na Jaworzec! - rozbrzmiewała dziwnie zgodna pieśń objętych, za kierownicą, długowłosego faceta (chyba?) i krótkoostrzyżonego, ale za to w kiecce, równiez faceta (chyba?) przy wtórze stadka oqrwieńców, które to pooblekane w białe serwetki pościągane z wielkanocnych (no, troszku się kolęda przedłużyła dobrodziejowi) koszyczków wyglądały jak doroczny zlot miniatur ministrantów...

Gdzie ich powiedzie skrajem dróg, gzygzakowaty życia sznur...?]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>&#8222;Bracia! Wstańcie jeno!&#8221; &#8211; nieznośny dźwięk nieuchronnie nadchodzącego wyrzutu sumienia odezwał się w  głowie swobodnie leżącego pod białą niwą, zakopaną na niwie zielonej, osobnika płci nieustalonej&#8230;<br />
&#8211; Ożesz&#8230; tego głosa to ja znam, przemknęło mu przez skołataną trzecim przedmuchiwaniem gaźnika (w tym dniu) głowę.<br />
&#8211; Ożesz&#8230; zatkało aparat śpiewu księdzu spieszącemu po szosie-kolędzie, nieopodal (czyli tuż, albo tyż ciut dalej) &#8230; Ja ten głos znam&#8230; taaaak&#8230; i wróciły obrazy cudnej i cuda czyniącej siostry Cecylii od aniołów. Aniołów ciepła i zapomnienia&#8230; I ten kaszlący głos dławiącego się cienkim paliwkiem silnika przywodził na myśl szelest habitu lekko zsuwającego się na podłogę&#8230;<br />
W innym czasie i innym miejscu.</p>
<p>Tak. Zdecydowanie ten czas i to miejsce są inne, ale jakby takie same&#8230;</p>
<p>Rżnął kropidło do rowu, śmiałym ruchem podszedł do kudłatego łba ginącego w czeluści otwartej paszczy białego Lewiatana i namacawszy kilkanaście zebranych dzisiaj kopert wyjął je swobodnym ruchem i rzekł głosem nieznoszącym sprzeciwu:<br />
&#8211; Na! Coby te małe oqrwieńce, co z zimna skryły się w rurze wydechowej, uniemożliwiwszy dalszą podróż, można było wywabić zapachem gorącego żuru i zimnego piwa&#8230; Na!</p>
<p>(&#8230;)</p>
<p>Minut, czy też godzin kilkoro później.<br />
&#8211; Na Jaworzec! &#8211; rozbrzmiewała dziwnie zgodna pieśń objętych, za kierownicą, długowłosego faceta (chyba?) i krótkoostrzyżonego, ale za to w kiecce, równiez faceta (chyba?) przy wtórze stadka oqrwieńców, które to pooblekane w białe serwetki pościągane z wielkanocnych (no, troszku się kolęda przedłużyła dobrodziejowi) koszyczków wyglądały jak doroczny zlot miniatur ministrantów&#8230;</p>
<p>Gdzie ich powiedzie skrajem dróg, gzygzakowaty życia sznur&#8230;?</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Szymon</title>
		<link>http://www.oqrwieniec.pl/?page_id=2#comment-3552</link>
		<dc:creator><![CDATA[Szymon]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 02 Feb 2012 20:11:53 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.oqrwieniec.pl/?page_id=2#comment-3552</guid>
		<description><![CDATA[Inne miejsce, inny czas. Ocalały oqrwieniec tarza się ze szczęścia,  panuje jakiś taki specyficzny spokój. Nieopodal ksiądz po kolędzie chodzi. Dobrze że mróz siarczysty, malunki z piekła rodem okazały się trwałe, więc po raz kolejny szczelna sutanna okazała się nad wyraz praktyczna. 
&quot;Oj nie zapomnę tych turystów&quot; zamruczał pod nosem. Z drugiej strony przypomniał sobie,  jak to na drugim roku seminarium, kumpel sobie tatuaż walnął na całe plecy. A teraz pomocnikiem biskupa jest, karierę robi. &quot;Może jednak pójść w tą stronę&quot; myślał głośno. Póki co nieuchronnie zbliżał się do kolejnego domostwa uzbrojony w kropidło i radosną pieśń ...]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Inne miejsce, inny czas. Ocalały oqrwieniec tarza się ze szczęścia,  panuje jakiś taki specyficzny spokój. Nieopodal ksiądz po kolędzie chodzi. Dobrze że mróz siarczysty, malunki z piekła rodem okazały się trwałe, więc po raz kolejny szczelna sutanna okazała się nad wyraz praktyczna.<br />
&#8222;Oj nie zapomnę tych turystów&#8221; zamruczał pod nosem. Z drugiej strony przypomniał sobie,  jak to na drugim roku seminarium, kumpel sobie tatuaż walnął na całe plecy. A teraz pomocnikiem biskupa jest, karierę robi. &#8222;Może jednak pójść w tą stronę&#8221; myślał głośno. Póki co nieuchronnie zbliżał się do kolejnego domostwa uzbrojony w kropidło i radosną pieśń &#8230;</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: E.z Czakowa</title>
		<link>http://www.oqrwieniec.pl/?page_id=2#comment-2945</link>
		<dc:creator><![CDATA[E.z Czakowa]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 30 Oct 2011 16:09:58 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.oqrwieniec.pl/?page_id=2#comment-2945</guid>
		<description><![CDATA[No tak...Chatkowy wyjechał,oqrwieńce w rozpaczy a CDN-y zaniemogły...a szkoda...hystoryja się upindoliła w najciekawszym miejscu :(]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>No tak&#8230;Chatkowy wyjechał,oqrwieńce w rozpaczy a CDN-y zaniemogły&#8230;a szkoda&#8230;hystoryja się upindoliła w najciekawszym miejscu <img src="http://www.oqrwieniec.pl/wp-includes/images/smilies/icon_sad.gif" alt=":(" class="wp-smiley" /></p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Sylwek z Nowej Huty</title>
		<link>http://www.oqrwieniec.pl/?page_id=2#comment-2816</link>
		<dc:creator><![CDATA[Sylwek z Nowej Huty]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 10 Oct 2011 15:51:00 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.oqrwieniec.pl/?page_id=2#comment-2816</guid>
		<description><![CDATA[:-D]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.oqrwieniec.pl/wp-includes/images/smilies/icon_biggrin.gif" alt=":-D" class="wp-smiley" /></p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Hipis aus Stettin</title>
		<link>http://www.oqrwieniec.pl/?page_id=2#comment-2746</link>
		<dc:creator><![CDATA[Hipis aus Stettin]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 29 Sep 2011 16:34:31 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.oqrwieniec.pl/?page_id=2#comment-2746</guid>
		<description><![CDATA[Skoro nie zostało zapamiętane, należy zatem nieco w czasie się cofnąć:
Nocka była &quot;na bogato&quot;. Cała chatka wręcz ruszała się od miłości do bliźnich płci pięknej... Nawet upadek księdza nawalonego jak Autobus w godzinach szczytu nic nie był w stanie zakłócić. Pozbierały go oqrwieńce, których nie był już w stanie zobaczyć. Mamrotał tylko: &quot;Muszę ją znaleźć, nie mogę się oprzeć pokusie.&quot;. Jednak maluchy nie dały duchownemu zrealizować planu. Rozebrały na golasa i przywiązały już śpiącego do słupka podtrzymującego strop. Ledwie to uczyniły drzwi chaty zaskrzypiały i ekipa z Trójmiasta przekroczyła progi. Oqrwieńce zgodnie z przyrzeczeniem zdązyły się ukryć po kątach. Reszta za nic miała pojawienie się nowych gości, nie dała im zasnąć, pomimo okropnego zmęczenia. Odgłosy szczęścia wywołały u nowoprzybyłych antypatię do już obecnych. Tylko Mariusz i Darek zeszli zrobić herbatę i kilka kanapek zmarzniętym gościom. Szybko się zaprzyjaźnili i zawiązali pakty. Zaczęli od księdza, którego nietrudno było zauważyć. Z początku chcieli go pozbawić tego, co i tak mu było niepotrzebne, lecz skończyli na wymalowaniu mu na ciele scen z piekła rodem.
Wracając już do kolei rzeczy:
- K...a!!! - zaklął siarczyście chatkowy. Wiedziałem, że tak łatwo nie dojadę do Dołżycy. Otworzył maskę, z pod której pękniętym przewodem wyciekał olej. 
- Czym ja to teraz wyczyszczę i zakleję? - zapytał sam siebie. I zaczął szukać jakieś szmaty. Pociągnął za jakiś kawałek materiału i jego perłowym oczom ukazał się znajomy... kostium, z którego kieszeni wypadł różaniec. Szybko sobie przypomniał, co wydarzyło się tej nocy i uśmiechnął się szeroko. Zapalił papierosa i rozdarł szaty. Kawałkami płótna i taśmy izolacyjnej zatkał przecięcia na przewodach. Resztą starł olej z silnika i podpalając szmaty wszystkie ślady nieprzyzwoitości.
- No mam tylko nadzieję, że pamiętała aby ubrać się zanim inni wstaną... - Jeszcze raz szeroko się uśmiechnął i pogwizdując w takt rozklekotanego silnika pomknął przed siebie zostawiając w tyle błahe sprawy i piękny krajobraz...]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Skoro nie zostało zapamiętane, należy zatem nieco w czasie się cofnąć:<br />
Nocka była &#8222;na bogato&#8221;. Cała chatka wręcz ruszała się od miłości do bliźnich płci pięknej&#8230; Nawet upadek księdza nawalonego jak Autobus w godzinach szczytu nic nie był w stanie zakłócić. Pozbierały go oqrwieńce, których nie był już w stanie zobaczyć. Mamrotał tylko: &#8222;Muszę ją znaleźć, nie mogę się oprzeć pokusie.&#8221;. Jednak maluchy nie dały duchownemu zrealizować planu. Rozebrały na golasa i przywiązały już śpiącego do słupka podtrzymującego strop. Ledwie to uczyniły drzwi chaty zaskrzypiały i ekipa z Trójmiasta przekroczyła progi. Oqrwieńce zgodnie z przyrzeczeniem zdązyły się ukryć po kątach. Reszta za nic miała pojawienie się nowych gości, nie dała im zasnąć, pomimo okropnego zmęczenia. Odgłosy szczęścia wywołały u nowoprzybyłych antypatię do już obecnych. Tylko Mariusz i Darek zeszli zrobić herbatę i kilka kanapek zmarzniętym gościom. Szybko się zaprzyjaźnili i zawiązali pakty. Zaczęli od księdza, którego nietrudno było zauważyć. Z początku chcieli go pozbawić tego, co i tak mu było niepotrzebne, lecz skończyli na wymalowaniu mu na ciele scen z piekła rodem.<br />
Wracając już do kolei rzeczy:<br />
&#8211; K&#8230;a!!! &#8211; zaklął siarczyście chatkowy. Wiedziałem, że tak łatwo nie dojadę do Dołżycy. Otworzył maskę, z pod której pękniętym przewodem wyciekał olej.<br />
&#8211; Czym ja to teraz wyczyszczę i zakleję? &#8211; zapytał sam siebie. I zaczął szukać jakieś szmaty. Pociągnął za jakiś kawałek materiału i jego perłowym oczom ukazał się znajomy&#8230; kostium, z którego kieszeni wypadł różaniec. Szybko sobie przypomniał, co wydarzyło się tej nocy i uśmiechnął się szeroko. Zapalił papierosa i rozdarł szaty. Kawałkami płótna i taśmy izolacyjnej zatkał przecięcia na przewodach. Resztą starł olej z silnika i podpalając szmaty wszystkie ślady nieprzyzwoitości.<br />
&#8211; No mam tylko nadzieję, że pamiętała aby ubrać się zanim inni wstaną&#8230; &#8211; Jeszcze raz szeroko się uśmiechnął i pogwizdując w takt rozklekotanego silnika pomknął przed siebie zostawiając w tyle błahe sprawy i piękny krajobraz&#8230;</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Szymon</title>
		<link>http://www.oqrwieniec.pl/?page_id=2#comment-2576</link>
		<dc:creator><![CDATA[Szymon]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 04 Sep 2011 20:37:02 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.oqrwieniec.pl/?page_id=2#comment-2576</guid>
		<description><![CDATA[A potem nadeszła ciemność. Spowiła wszystko. Jedyne co zostało zapamiętane zostało zapomniane, a rano jeno głowa bolała i ten piekielny mętlik. Gdy w końcu blask słońca, zapach jajecznicy, dziwny gwar ich dobudził, Chatkowy już był w drodze a oazowicze już nie byli oazowiczami.
-Co się stało do cholery z moimi bateryjkami? - pomyślał ten najgrubszy
-Tak, niedźwiedzia krew zmienia ludzi- pomyślał ten najmniejszy, spokojnie wtulony w obfitą pierś byłej oazowiczki. 
Tylko jakoby przez mgłe, powracało uporczywe wspomnienie dziwnego zielonego płynu. Dlaczego sztuka odmawiania zanika w pewnych okolicznościach?(...)]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>A potem nadeszła ciemność. Spowiła wszystko. Jedyne co zostało zapamiętane zostało zapomniane, a rano jeno głowa bolała i ten piekielny mętlik. Gdy w końcu blask słońca, zapach jajecznicy, dziwny gwar ich dobudził, Chatkowy już był w drodze a oazowicze już nie byli oazowiczami.<br />
-Co się stało do cholery z moimi bateryjkami? &#8211; pomyślał ten najgrubszy<br />
-Tak, niedźwiedzia krew zmienia ludzi- pomyślał ten najmniejszy, spokojnie wtulony w obfitą pierś byłej oazowiczki.<br />
Tylko jakoby przez mgłe, powracało uporczywe wspomnienie dziwnego zielonego płynu. Dlaczego sztuka odmawiania zanika w pewnych okolicznościach?(&#8230;)</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Hipis aus Stettin</title>
		<link>http://www.oqrwieniec.pl/?page_id=2#comment-2575</link>
		<dc:creator><![CDATA[Hipis aus Stettin]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 04 Sep 2011 18:56:18 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.oqrwieniec.pl/?page_id=2#comment-2575</guid>
		<description><![CDATA[- Baczność oqrwieńceeeeeeeeee, kooooolejnooooooo ooooodliiiiiczzzzz. Półgłosem wygarnął Chatkowy.
- ERaz, dwa, trzy,... osiem. - Ostatnim był Barabasz.
Gospodarz szczególnie jego surowo zmierzył spojrzeniem ostrym tak mocno, że oqrwieniec aż się skrzywił z bólu.
- Słyszycie tę przyśpiewkę? - Zapytał.
- Tak jest - odpowiedział Marmol - Słyszymy.
Więc teraz patrzcie mnie na usta. To są bezwzględni i nieznający litości turyści. Moi ziomale z Trójmiasta. Niedługo po nich przybędzie również typ ze Szczecina. Jest to szczególnie niebezpieczny czarny charakter.
Na te słowa oqrwieńce wpadły w popłoch. Rozległ się bezładny i paniczny szept:
- Co teraz? - Spytał Siusiumajtek.
- Już po nas. - Rzekł Najtarszy.
- Ratunku! - Błagalnie zwrócił sie do Naczelnego Barabasz.
- Teraz to ratunku, tak? Wcześniej gotowiscie mnie w qrestwie utopić zarazy paskudne! Ale dość. Daję Wam ostatnią szansę, więc uważnie słuchajcie. Wyjeżdżam jutro na dwa dni reperować auto. Waszym zadaniem jest przepędzić stąd oazowiczów na cztery świata strony. Nie obchodzi mnie to jakie metody zastosujecie, ale są dwa warunki:
- Pierwszy, chata ma zostać N I E T K N I Ę T A!
- Drugi, macie współpracować ze zbliżającymi się gośćmi. Pamiętajcie tylko aby nie wchodzić sobie w paradę oraz na linię wzroku.
- Tak jest! Odrzekł Najstarszy. Czy masz jeszcze jakieś życzenia?
- W zasadzie - pomyślał chatkowy - ... habiciara..., ...komin...
- Jaki komin? - Spytał Marmol.
- Nic, nic... - odrzekł Naczelny. - Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy... Jadę jutro. - Wypowiedziawszy te słowa upewnił się czy maluchy zrozumiały jego warunki, odwrócił się z tym samym szyderczym uśmieszkiem i zszedł z dachu. Idąc do chaty nucił zdawałoby się znajoma melodię, szepcząc tylko &quot;... para buch...&quot;, &quot;... tłoki w ruch...&quot;]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>- Baczność oqrwieńceeeeeeeeee, kooooolejnooooooo ooooodliiiiiczzzzz. Półgłosem wygarnął Chatkowy.<br />
&#8211; ERaz, dwa, trzy,&#8230; osiem. &#8211; Ostatnim był Barabasz.<br />
Gospodarz szczególnie jego surowo zmierzył spojrzeniem ostrym tak mocno, że oqrwieniec aż się skrzywił z bólu.<br />
&#8211; Słyszycie tę przyśpiewkę? &#8211; Zapytał.<br />
&#8211; Tak jest &#8211; odpowiedział Marmol &#8211; Słyszymy.<br />
Więc teraz patrzcie mnie na usta. To są bezwzględni i nieznający litości turyści. Moi ziomale z Trójmiasta. Niedługo po nich przybędzie również typ ze Szczecina. Jest to szczególnie niebezpieczny czarny charakter.<br />
Na te słowa oqrwieńce wpadły w popłoch. Rozległ się bezładny i paniczny szept:<br />
&#8211; Co teraz? &#8211; Spytał Siusiumajtek.<br />
&#8211; Już po nas. &#8211; Rzekł Najtarszy.<br />
&#8211; Ratunku! &#8211; Błagalnie zwrócił sie do Naczelnego Barabasz.<br />
&#8211; Teraz to ratunku, tak? Wcześniej gotowiscie mnie w qrestwie utopić zarazy paskudne! Ale dość. Daję Wam ostatnią szansę, więc uważnie słuchajcie. Wyjeżdżam jutro na dwa dni reperować auto. Waszym zadaniem jest przepędzić stąd oazowiczów na cztery świata strony. Nie obchodzi mnie to jakie metody zastosujecie, ale są dwa warunki:<br />
&#8211; Pierwszy, chata ma zostać N I E T K N I Ę T A!<br />
&#8211; Drugi, macie współpracować ze zbliżającymi się gośćmi. Pamiętajcie tylko aby nie wchodzić sobie w paradę oraz na linię wzroku.<br />
&#8211; Tak jest! Odrzekł Najstarszy. Czy masz jeszcze jakieś życzenia?<br />
&#8211; W zasadzie &#8211; pomyślał chatkowy &#8211; &#8230; habiciara&#8230;, &#8230;komin&#8230;<br />
&#8211; Jaki komin? &#8211; Spytał Marmol.<br />
&#8211; Nic, nic&#8230; &#8211; odrzekł Naczelny. &#8211; Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy&#8230; Jadę jutro. &#8211; Wypowiedziawszy te słowa upewnił się czy maluchy zrozumiały jego warunki, odwrócił się z tym samym szyderczym uśmieszkiem i zszedł z dachu. Idąc do chaty nucił zdawałoby się znajoma melodię, szepcząc tylko &#8222;&#8230; para buch&#8230;&#8221;, &#8222;&#8230; tłoki w ruch&#8230;&#8221;</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Szymon</title>
		<link>http://www.oqrwieniec.pl/?page_id=2#comment-2512</link>
		<dc:creator><![CDATA[Szymon]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 23 Aug 2011 19:12:26 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.oqrwieniec.pl/?page_id=2#comment-2512</guid>
		<description><![CDATA[Wzrokiem ogarnął sytuacje na tarasie i w głowie zakiełkowała mu myśl, z początku maleńka niczym ziarnko piasku. Gospodarz uśmiechnął się. To był paskudny uśmiech.]]></description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Wzrokiem ogarnął sytuacje na tarasie i w głowie zakiełkowała mu myśl, z początku maleńka niczym ziarnko piasku. Gospodarz uśmiechnął się. To był paskudny uśmiech.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>
